Post Image
O tym, jak można zajawkowo spędzić cały melanżowy dzień nagrywając na spontanie.

Patrząc z perspektywy czasu na tamtą niedzielę dochodzę do wniosku, że był to pierwszy taki nagrywkowy melanż, który poprzedził wiele kolejnych, podobnych ustawek na przestrzeni następnych lat.

Tak naprawdę za całą akcją nie stoi żadna straszna historia – tak to po prostu wtedy robiliśmy, tak wyglądało studenckie, melanżowe życie z zajawką na robienie rapu. Jako, że obaj z Loczkiem studiowaliśmy wtedy razem zaocznie na Uniwerku, raz na dwa tygodnie mieliśmy przewidzane weekendowe zjazdy. Przejście z trybu studiów dziennych na zaoczne jeszcze bardziej nas rozluźniło, przez co naprawdę ciężko było wysiedzieć na nudnych wykładach całe dwa dni. W tamten weekend, dokładnie 3 marca 2007 roku w niedzielę, pierwszy wykład mega nas zmęczył, stwierdziliśmy więc, że zawiniemy się na szamę, a potem do mnie na chatę na Zielińskiego, żeby coś po prostu ponagrywać. Dotarliśmy gdzieś koło 12:00 i z miejsca powybieraliśmy parę fajnych instrumentali (Dilated Peoples – Worst Comes To Worst, Mobb Deep – Shook Ones, Prodigy – Keep It Thoro itp.), dosłownie na kolanie pisząc wersy na tematy pierwsze z brzegu. Bardziej chodziło o samą frajdę z nagrywania i czilałtowania się przy browarach i żarciu, niż o wartość artystyczną i przekminione, technicznie poskładane linijki. Zresztą w miarę dnia coraz trudniej nam było pisać coś z sensem. Tematycznie wszystkie w sumie numery dotyczyły bierzących akcji i tego co się wówczas działo wokół naszej ekipy – było coś o samej akcji nagrywkowej, o wcześniejszym wypadzie melanżowym do Jeleniej Góry, trochę o sytuacji w naszej drużynie koszykarskiej i coś o związkach.

„Jeszcze jest Atrapa taka knajpa to jest najba / a ja mam procenty mam browara czuję wajba
na parkiecie napierdalam jak Travolta / chuj z tym, że to bit Jeden Osiem L, a nie Sześćset Volta, ej!” – FRK (Locondo – Dwa)

Na chacie posiedzieliśmy tak gdzieś do 20:00 – 22:00, prawdę mówiąc nie pamiętam, wiem tylko, że dłużej siedzieć nie dalibyśmy rady. W sumie nagraliśmy sześć krótkich kawałków, których nazwy to po prostu „Jeden”, „Dwa”, „Trzy”, „Cztery” itd. (nie chciało nam się wymyślać żadnych tytułów), a całość materiału trwa raptem 12 minut. To trochę słabo jak na grube kilka godzin nagrywania, ale tak jak wspomniałem – nie istotne dla nas było co nagramy, chodziło przede wszystkim o samą zajawkę i melanż.

Fakt, że wszystko powstało na spontanie, a tematy wymyślaliśmy z biegu sprawiło, że dzisiaj całość ma bardzo wysoką wartość sentymentalną, stanowiąc po latach wgląd w nasz ówczesny stan świadomości i całkiem konkretny obraz zajawek i tematów, którymi żyliśmy w 2007 roku. Najfajniejsze jest jednak to, że takie jednodniowe, spontaniczne nagrywanie okazało się opcją na tyle atrakcyjną, że jak już wspomniałem wcześniej, dało początek kolejnym ustawkom, a ten format w dużej mierze jest przez nas kontynuowany w niewiele zmienionej formie do dziś.

„To jest outro wiesz było warto lecz to już koniec / mic już nie płonie, mic wypalony pierwszy etap zakończony
odchodzę z werblem i bassem / lecz powrócę tutaj z Locondo: Kuną, Kucem, Majkiem i Kwasem” – Loczek (Locondo – Sześć)

blog 05 locondo mixtape vol1 02 - Locondo Mixtape vol.1
blog 05 locondo mixtape vol1 03 - Locondo Mixtape vol.1
Podziel się