Post Image
Weekendowy projekt z Jabolem była dla nas obu dowodem na to, że wciąż jeszcze jesteśmy w stanie zrobić coś fajnego w tak krótkim czasie.

Tak jak wspominałem w poprzednim wpisie, częstotliwość ustawek Locodno znacznie zmalała – trudno było nam dograć terminy pasujące całej czwórce. Od premiery „Dzieci Indygo” już trochę zleciało, a w roku 2016 mijało też dokładnie dziesięć lat od pierwszego materiału z Jabolem (Skład-Nie-Skład – Poskładany Mixtape) – to wszystko sprawiło, że zgadaliśmy się z Jabolem niezależnie od chłopaków. Koncept zakładał ogarnięcie projektu pod instrumentale autorstwa duetu producenckiego Cookin’ Soul. Zależało nam na klasycznym i przede wszystkim spójnym brzmieniu, a dodatkowo większość ich produkcji niekoniecznie jest znana szerszemu gronu odbiorców, więc była szansa, że nasze numery będą brzmiały dużo bardziej świeżo, niż na znanych, przeruchanych już przez wszystkich instrumentalach. Ostatecznie wszystkie teksty na projekt powstały w dniu ustawki i na kilka dni przed. Standardowo przez neta dogadaliśmy część pomysłów na numery, napisaliśmy zwrotki, a resztę ogarnialiśmy już w 375. Gdzieś tak przed południem Jabol wbił do Jeleniej pekaesem, jak za dawnych czasów, zahaczyliśmy o spożywczaka, żeby kupić browary i uderzyliśmy do studia. Na miejscu w pierwszej kolejności zgraliśmy napisane zwrotki pod wybrane bity, a potem wybieraliśmy nowe, opracowywaliśmy koncepty numerów i pisaliśmy teksty. W międzyczasie tradycyjnie oszamaliśmy pizzę, pogadaliśmy trochę o życiu, pozlewaliśmy z różnych rzeczy – generalnie czuć było zajawkę. Oprócz opcji typowo nagrywkowych chciałem też upamiętnić jakoś całą akcję, dlatego już od samego początku rejestrowałem wszystko na telefonie z zamiarem zmontowania później czegoś na kształt backstage video.

"Klasyk Na Sobotę" CoverArt
"Klasyk Na Sobotę" CoverArt
"Klasyk Na Sobotę" CoverArt

Warto wspomnieć, że pogoda nam dopisała, więc sporo czasu spędziliśmy też w słoneczku przed wejściem do studia. Pod koniec dnia mieliśmy już trochę w bani, co mimo wszystko chyba trochę słychać – zwłaszcza w ostatnim numerze. Na koniec zawinęliśmy się do mnie na chatę, gdzie jeszcze trochę pomelanżowaliśmy.

Na drugi dzień Jabol wrócił do Wro, a ja wbiłem do studia dograć jeszcze parę brakujących rzeczy – a to jakiś refren, a to znowu kilka wersów na intro itp.. Na projekt wrzuciłem też kilka skitów – pomyślałem, że fajny klimat zrobi narracja w wykonaniu syntezatora mowy Ivona, przeplatana jakimiś wstawkami ze studia. Tytuł nasunął nam się sam, bo to przecież była nasza klasyczna weekendowa opcja, do tego na klasycznych bitach – tak powstał „Klasyk Na Sobotę”. Mimo, że z oczywistych względów nie ogarnialiśmy fizyka, ani nie zamierzaliśmy nigdzie tego promować, to jednak dla czystej zajawki przygotowałem całą poligrafię płyty i – po raz kolejny – nowy numer „MIEJSKIEGO Magazynu”, co poniekąd też powoli stawało się naszą tradycją.

Muszę przyznać, że ten meteriał jest jednym z moich ulubionych. W moim odczuciu położyłem tam kilka naprawdę fajnych zwrotek, z kolei z Jabolem nagrywamy razem już sporo lat, więc wydaje mi się, że  przekłada się to też proporcjonalnie na jakość wspólnych numerów. Ciężko mi powiedzieć czy uda nam się jeszcze kiedyś powtórzyć coś takiego, bo każdy z nas ma coraz więcej na głowie i coraz mniejszą zajawkę na takie rzeczy, jeśli jednak na tym miałaby się zakończyć nasza skromna „dyskografia” to tym bardziej tytuł wydaje się być trafiony, a projekt pozostanie takim naszym własnym, małym klasykiem.

"Klasyk Na Sobotę" - Making-Of (21.05.2016)
"Klasyk Na Sobotę" - Making-Of (21.05.2016)
"Klasyk Na Sobotę" - Making-Of (21.05.2016)
"Klasyk Na Sobotę" - Making-Of (21.05.2016)
"Klasyk Na Sobotę" - Making-Of (21.05.2016)
Ta sama ławka co w 2009 (21.05.2016)
Podziel się
Otagowane jako